wtorek, 17 lutego 2015

Nowa krew

ROZDIAŁ II 

Po ciężkim tygodniu szkoły wreszcie przyszedł weekend. Wstałam wcześnie o 7:40 dzięki mojemu kochanemu psu, ktory od rana ujadał pod moimi drzwiami wstałam z łóżka aby pójść otworzyć mu drzwi. Wreszcie się uciszył a ja zmęczona położyłam się na łóżku i w mgnieniu  oka zasnęłam, niestety nie pospałam długo bo po chwili mama zawołała mnie na śniadanie. Zeszłam na dół "ledwo żywa". Mama spytała mnie:
-Kochanie jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej. Martwię się.
-Dobrze po prostu się nie wyspałam -Odparłam.
 Po tych słowach usiadłam przy stole, popatrzyłam na jedzenie nie byłam głodna. By nie sprawić przykrości mojej mamie wzięłam małą kanapkę z serem. Mdliło mnie na jej widok ale muszę coś zjeść. Jedząc ją wyjrzałam za okno stwierdziłam iż pogoda znacznie się polepszyła, promyki słońca odbijały się od rosy leżącej na kwiatach. Pomyślałam jak to pięknie musi by być takim małym stworzonkiem, który mieszka właśnie w takich kwiatach.
Po moich rozmyśleniach zjadłam kanpke i odłożyłam talerz do kuchni. Podziękowałam mojej mamie za pyszne śniadanie i poszłam na góre, tam chwyciłam telefon i położyłam się z nim na łóżku. 
-O! No proszę! Dostałam sms-a! -Powiedzałam sama do siebie. Był to sms oczywiście od Bonnie z treścią:
-Hej! Dzisiaj jest taka ładna pogoda pomyślałam, że możemy się gdzieś spotkać. Co o tym sądzisz?
Odpisałam jej, że to wspaniały pomysł i żebyśmy się spotkały pod moim blokiem. Czekam na odpowiedź od Bonnie i w tym czasie muszę się ubrać i umyć. Przy tych czynnościach zastanawiałam się dlaczego Bonnie tak bardzo mnie polubiła? I w tym momencie dostałam od niej wiadomość, że będzie na mnie czekać. Ubrana i umyta zeszłam z uśmiechem na dół gdzie ubrałam kurtkę, buty i czapkę. Założyłam mojemu psy obroże i zaczepiłam smycz
a on wyrywał się i ciągnął mnie już na dwór najwyraźniej cieszył się, że wreszcie idziemy na dwór. Pożegnałam się z moją mamą i wyszłam na dwór i Mickim. Przed blokiem czekając na Bonnie mysłałam o moim ojcu, pewnie jesteście ciekawi co się z nim stało? Czuję do niego żal, ponieważ zostawił moją matke z chorym dzieckiem czyli mną. Bo wyjechał ze swoją kochanką do Turcji. Mam mu to za złe. Nie mam zamiaru mu wybaczać. Czuje, że po prostu nie chciał się mną zajmować bo jestem chora. Ale cóż mogę poradzić?
Z daleka wypatrywałam Bonnie. Nigdzie jej nie ma. Mam nadzieje, że przyjdzie. O wreszcie widzę małą, czarną postać to chyba Bonnie. Podbiegłam do niej a za mną biegł uradowany Mickey. 
-Hej! 
-Hej! Nicole!
Tak się przywitałyśmy. Zapowiada się wspaniały dzień. 



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz